Dzisiejszym motywem przewodnim była woda. Tym razem nie musieliśmy już pić jej tak dużo, bo dzień był chłodniejszy niż ostatnie, ale za to do południa towarzyszył nam drobny deszczyk. Z turystycznego punktu widzenia najważniejsze było jednak to, że trzymaliśmy się popularnych szlaków wodnych, więc tytuł tego wpisu jest naprawdę sensacyjny! 😉
Jezioro Wigry pożegnaliśmy niemalże w tym samym miejscu, z którego wypływa zeń Czarna Hańcza. Trzymając się Green Velo, ruszyliśmy na południowy-wschód, mając tę popularną wśród kajakarzy rzekę raz po prawej, raz po lewej stronie. Prawdopodobnie ze względu na dość pochmurną, a momentami nawet deszczową aurę, niewiele osób zdecydowało się machać wiosłami o tej porze, ale z nielicznymi napotkanymi wymienialiśmy pozdrowienia rowerzyści-do-kajakarzy i vice versa. Tak jadąc wsród lasów, pól i łąk, trafiliśmy do wioski Głęboki Bród, gdzie postanowiliśmy pożegnać się z Czarną Hańczą (na dobre) i Green Velo (na chwilę). Na „skuśkę” pojechaliśmy na południowy zachód w kierunku Kanału Augustowskiego, by zaoszczędzić trochę kilometrów do samego Augustowa.
Kanał Augustowski „złapaliśmy” we wsi Płaska, gdzie znajduje się jedna z jego śluz. Historia powstania kanału (warto poszukać i poczytać!) jest ciekawą ilustracją tego, do jakich przedsięwzięć (również inżynieryjnych) zdolny jest człowiek w obliczu niesprzyjających uwarunkowań politycznych, niekorzystnego układu granic czy innych ograniczeń nakładanych przez drugiego człowieka. Jak się nie da spławić towarów rzeką (bo cła horrendalnie wysokie) to zbudujemy „rzekę” w poprzek działów wodnych, a co! Jeszcze ciekawszy jest fakt, że główny budowniczy kanału – podpułkownik Ignacy Prądzyński (późniejszy generał i wódz naczelny w powstaniu listopadowym) – nie miał żadnego wykształcenia ani doświadczenia związanego z inżynierią wodną! Sam się wszystkiego dowiedział i nauczył, a efekt jego pracy funkcjonuje do dziś, teraz głównie w postaci wodnego szlaku turystycznego. Polak potrafi!
Jadąc przez Puszczę Augustowską wzdłuż kanału i połączonych przez niego jezior, kierowaliśmy się na wschód. Tuż przed Augustowem zwiedziliśmy Kaplicę Najświętszej Marii Panny w Studzienicznej, położoną „na wodzie” (w zasadzie na wyspie połączonej z resztą lądu wąską, sztucznie usypaną groblą) oraz znajdujące się tuż obok Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej pięknie ozdobione porożami zwierząt. Nazwa całej miejscowości oraz kult Maryjny wiążą się ze studnią, z której woda ma podobno lecznicze właściwości dla oczu. Historycznie miejsce było zamieszkiwane przez pustelników, stąd też najpewniej źródła takiej pobożności.
Chwilę później dotarliśmy do naszego ostatniego celu na dziś – Augustowa. Miasto kurort. Niezmierzona rzeka ludzi (znalezienie noclegu z dnia na dzień o tej porze roku – niemożliwe). Skojarzenia z zatłoczonymi nadmorskimi miejscowościami jak najbardziej na miejscu. 😉 Pokręciliśmy się trochę w historycznym centrum (Kanał, Rynek, Bazylika Mniejsza NSJ) i po obiedzie wyjechaliśmy w stronę Białobrzegów, gdzie czekała już kwatera (a w niej, ku naszej uciesze, pralka – prawdziwy luksus na wyprawie rowerowej!). Sylwia to kwatermistrz na medal! 🙂
Jutro opuszczamy puszczańskie okolice Augustowa i ruszamy dalej wzdłuż kanału, gdzie łączy się on z Biebrzą. To będzie zdecydowana zmiana klimatu na bagienny… Miejmy nadzieję, że owady nas nie pożrą w całości! 😉
Total time: 08:48:31




















