…oto jest zadanie! Tak jednym zdaniem moglibyśmy opisać założenia naszej dzisiejszej trasy. Jak to niejednokrotnie na rajdach rowerowych bywa, pogoda dyktuje swoje warunki i trzeba się po prostu do nich dostosować. Prognozy zapowiadały popołudniu burze, dlatego ułożyliśmy plan tak, by ich uniknąć.
Miesiąc: lipiec 2018
Z zamku do miasta-twierdzy
Po wczorajszych epickich zmaganiach z trasą, dziś odcinek dużo krótszy i zdawałoby się też dużo skromniejszy. Nic bardziej mylnego! Chociaż kilometrów przejechane niewiele, to zrobiliśmy tak z premedytacją. Po prostu nie sposób było jechać dalej i zostawić za sobą tyle ciekawych miejsc do zobaczenia…
Niedzielne siódme poty
Rajdowe niedziele to bardzo często mile wspominane przez nas dni. Nie inaczej było tym razem! Wrażeń nie brakowało, bo dzień rozpoczęliśmy w pięknym mieście (murowany kandydat do perełki rajdu!), a zakończyliśmy przejeżdżając przez ostoję niedźwiedzia (!) z widokami na dolinę Sanu…
Z Rzeszowa do Jarosławia
Po przemiłym jednodniowym przystanku w Rzeszowie, czas był najwyższy, aby wrócić na drogi i wiraże naszego rowerowego rajdu. Dziś na trasie nie brakowało słońca ani wrażeń, z których część długo towarzyszyła nam w chwilach jazdy w milczeniu i zadumie. A jechało się nam tak dobrze, że wylądowaliśmy dalej niż pierwotnie zakładaliśmy! Czytaj dalej Z Rzeszowa do Jarosławia
Uciekając przed deszczem
Nie będziemy trzymać w napięciu, bo tytuł budzący grozę – deszcz nas dzisiaj w końcu dopadł. Ostatni raz zostaliśmy tak „zlani” kilka lat temu nad morzem. Ale podobnie jak wtedy, czekał dziś na nas ciepły dom, gdzie mogliśmy się wysuszyć, a turystyczne delicje po drodze wynagrodziły odrobinę wody w butach…
W gościnie u Pani Pocieszenia
Zaczęliśmy dziś rześkim porankiem, żeby uniknąć popołudniowych burz. Słonko przypiekało aż miło, już chwilę po tym jak usadowiliśmy się na siodełkach, ale na szczęście potem dosyć często chowało się za chmurami. I choć jazdę skończyliśmy dopiero po 18-tej, to atrakcje na trasie w pełni wynagrodziły nasz rowerowy trud. Nawet deszczu udało nam się uniknąć – to był po prostu świetny rajdowy dzień!
Z Sanem idąc w tany
Naszą wczorajszą trasę zakończyliśmy w królewskim Sandomierzu. Etymologia nazwy tego miasta opiera się na różnych hipotezach, z których najpopularniejszą i chyba najbardziej oczywistą jest ta geograficzna – gród od początku istnienia leżał bowiem w miejscu gdzie San „domierza” do Wisły (współcześnie zbieg tych rzek leży 9 km dalej na północ). Postanowiliśmy wykorzystać to położenie i obrać bieg Sanu za dzisiejszego przewodnika!
W królewskim Sandomierzu
Rodzinne okolice Opatowa opuściliśmy dziś nieśpiesznie, mając jeden nieodległy cel – starodawny królewski gród nad Wisłą – Sandomierz! Po pierwszych dwóch dniach jazdy, niemal od rana do wieczora, postanowiliśmy zażyć nieco rowerowego relaksu, a nic mu tak nie sprzyja, jak otoczenie zabytkowych kamieniczek Starego Miasta, ot co!
Wsi spokojna, wsi wesoła!
Krajobrazy podziwiane dziś przez nas na trasie najlepiej chyba opisuje tytułowy cytat z Kochanowskiego. Faliste pagórki przybrane kobiercami zbóż i polnych kwiatów skąpane w promieniach lipcowego słońca… pięknie tu! Chociaż teren dla turystów-kolarzy dość trudny, bo z górki i pod górkę niemal na okrągło…
Znów są wakacje!
I znów nadszedł ten upragniony dzień, w którym ruszamy na kolejny rowerowy rajd! Mamy wielkie plany i marzenia, ale jak co roku podchodzimy do nich z dystansem – wystarczy zrobić jeden „krok” dziennie i w ten sposób przybliżać się do realizacji całego, dużego przedsięwzięcia. W tym roku wracamy na wschód Polski, a do pierwszego etapu naszej wyprawy przygotowywaliśmy się już od dawna…