O! Jak przyjemnie było dziś wsiąść z powrotem na rower po dniu odpoczynku w Białymstoku. Siodełko nadzwyczaj wygodne a nogi tak jakby same pedałowały…
Wczoraj zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku w Białymstoku (pranie, zwiedzanie i wakacyjne leniuchowanie). Z pewnością wrócimy tu jeszcze, ponieważ pech chciał, że Muzeum Wojska, które planowaliśmy zobaczyć, akurat było remontowane… Zadowoliliśmy się więc Ratuszem, Muzeum Historycznym oraz starym miastem, pełnym ciekawych miejsc i zabytków. Pałac Branickich skąpany w popołudniowym słońcu prezentował się wspaniale! Jaka szkoda, że do dziś nie zachowały się jego wnętrza.
Żegnając świetnie przygotowane białostockie ścieżki rowerowe, z samego rana wyruszyliśmy w kierunku wschodniej granicy. Pierwszym punktem naszego dzisiejszego programu był Supraśl, do którego wystarczyło dosłownie zjechać (prawie 13 km z górki). To niewielkie, jakże malownicze miasteczko w połowie XIX wieku utrzymywało się głównie z włókiennictwa (kresem jego rozwoju była wojna i rok 1944). Dlatego też bywa nazywane „Łodzią w miniaturze”. Tym, co przyciąga turystów do miasteczka jest z pewnością Cerkiew Zwiastowania NMP, jedyna w Polsce gotycko-bizantyjska cerkiew obronna. Powstała w XVI wieku, była bogato zdobiona freskami i gdańskim, barokowym ikonostasem. Niestety, w 1944 roku Niemcy wysadzili cerkiew w powietrze. Z dawnej świetności nie zachowało się wiele – ocalały jedynie kolumny. Świątynię odbudowano po 1990 roku, jednak prace związane z wyposażaniem wnętrza potrwają jeszcze jakiś czas. Na terenie zabudowań klasztornych znajduje się także izba pamięci poświęcona Mironowi Chodakowskiemu, polskiemu arcybiskupowi prawosławnemu i ordynariuszowi Wojska Polskiego, generałowi brygady, który zginął w Smoleńsku. Kierował on bowiem monasterem w Supraślu, prowadząc jego odbudowę po wojnie i doprowadzając do ponownej organizacji męskiej wspólnoty monastycznej. Znalazł tu także miejsce spoczynku, gdyż został pochowany dokładnie pod cerkwią Zwiastowania NMP.
W Supraślu mieści się także Muzeum Ikon, niestety, nie było nam dane go zwiedzić. Wejście bez wcześniejszej rezerwacji jest utrudnione (trzeba czekać kilka godzin). Żegnając się z Supraślem, obejrzeliśmy jeszcze pałac Buchholtzów (właścicieli dawnej fabryki włókienniczej). We wnętrzu mieści się obecnie Liceum Sztuk Plastycznych.
Dalsza część naszej podróży wiodła przez Puszczę Knyszyńską, jeden z pięciu polskich mateczników żyjącego na wolności żubra. Spotkać tu ponoć można także wilki, rysie, bobry i jelenie. My jednak napotkaliśmy setki komarzyc, wygłodniałych naszej krwi… Stąd zdjęć z puszczy niewiele – mknęliśmy, ile sił w nogach.
Po drodze do Michałowa mijaliśmy mniejsze miejscowości, w których dominowały prawosławne krzyże i kapliczki. Naszą uwagę zwróciła okazała cerkiew w Gródku ze złocacymi się w słońcu kopułami… Tubylcy nie mają w zwyczaju pozostawiania otwartych świątyń, dlatego też przyszło nam podziwiać jedynie z zewnątrz cerkiew Św. Mikołaja w Michałowie i inne napotkane po drodze. Warto zauważyć, że wpuszczając turystów do swoich świątyń, wyznawcy prawosławia zwracają uwagę na ich odpowiedni strój (zakrywający ramiona i kolana, u kobiet także nakrycie głowy – w innym nie wpuszczają).
Jutro ruszamy na spotkanie z żubrem w Białowieskim Parku Narodowym. Oby nie skończyło się na lecie z komarami… 🙂
Total time: 06:27:45








