Choć nasze rowerowe szlaki wiodą już od kilku dni przez Kaszuby, do serca tego kulturowego regionu Pomorza trafiliśmy dopiero dzisiaj. Kaszubską Drogą przejechaliśmy przez Szwajcarię Kaszubską, potem odwiedziliśmy jej stolicę, czyli Kartuzy, a wykonawszy dzisiejszy plan w połowie dnia stwierdziliśmy, że… jedziemy do Gdańska!
Startując spod najwyższego wzniesienia w szeroko pojętej okolicy, byliśmy dziś pewni, że będziemy zjeżdżać. Pożegnaliśmy więc Wieżycę i ruszyliśmy z uśmiechem na ustach w dół, mijając m. in. jeden z niewielu stoków narciarskich w woj. pomorskim. Wkrótce naszym oczom ukazały się widoki, które miały zdominować pierwszą połowę dnia – przepiękna polodowcowa rzeźba najwyżej położonej części Pojezierza Kaszubskiego, zwanej potocznie Szwajcarią Kaszubską. Nie ma w tym określeniu przesady, gdy ujrzy się rynnowe Jeziora Raduńskie, które rozlewają swoje wody wśród pagórków okrytych lasami, polami i łąkami… Trudno to opisać, skoro nawet fotografie tego w pełni nie oddadzą. Najlepiej wybrać się Drogą Kaszubską – wybudowaną specjalnie w tym celu – na przejażdżkę czy to samochodem, czy rowerem i samemu zaznać przyjemności podziwiania tak pięknego krajobrazu.
Gdyby Kaszubska Droga była dłuższa, pewnie skorzystalibyśmy z niej w jeszcze większym zakresie, a tak po przejechaniu odcinka Szymbark – Garcz musieliśmy jej powiedzieć: do zobaczenia! Odbiliśmy na wschód i po kilku kilometrach jazdy niezbyt przyjemną drogą wojewódzką (brak chodnika ani nawet pobocza – kto te drogi tak buduje?) dotarliśmy do aktualnej stolicy regionu, Kartuz. Ciekawa jest geneza miasta i jego nazwy, pochodzących od zakonu Kartuzów (znanego z niezwykle ascetycznej i surowej reguły), po którym do dziś został kościół poklasztorny. Jego dach w kształcie wieka od trumny nadal przypomina średniowieczną maksymę – memento mori – a przy tym jest jednym z symboli miasta. Po zwyczajowym przejeździe przez centrum miasta, ruszyliśmy dalej do Żukowa.
W Żukowie planowaliśmy dziś zatrzymać się na ostatni rajdowy nocleg, ale jedząc tam obiad, około godziny 15-tej, w pewnym momencie zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma co się rozdrabniać i trzeba kuć żelazo póki gorące. Pogoda była świetna, sił jeszcze sporo, a do Gdańska nieco ponad 20 kilometrów… no to pojechaliśmy! Tym pięknym sposobem jutro mamy pół dnia na triumfalny finał rajdu, a popołudniu wsiadamy w pociąg do domu… Równo dwa tygodnie od startu w Gnieźnie. 😉
Total time: 09:33:25











