Długo czekaliśmy na taki weekend i w końcu się udało. Wakacje już dawno za nami, rowerowych wypraw wspomnień czar unosi się wciąż dokoła, ale na szczęście nie były to ostatnie pokręcenia korbą w tym sezonie. Przyszła złota jesień i na dodatek zsynchronizowała się pięknie z weekendem, co skwapliwie postanowiliśmy wykorzystać i sprawdzić, czy taka piękna jest tylko i wyłącznie w Polsce…
Ostatniego dnia września 2017 roku wstaliśmy naprawdę wcześnie, jak na nasze sobotnie standardy po całym tygodniu pracy, i ruszyliśmy przetestować niedawno nabyte urządzenie do transportu rowerów na naszym automobilu – bagażnik rowerowy. Debiutuje się tylko raz, dlatego zdecydowaliśmy się na wycieczkę z rozmachem, żeby solidnie przetestować sprzęt, a ponadto odwiedzić naprawdę warte zobaczenia miejsce. Pogoda była również ku temu idealna, dlatego obraliśmy kierunek na zachód, ku województwu lubuskiemu i położonej przy samej granicy polsko-niemieckiej miejscowości Łęknica. Główny cel turystyczny wycieczki mógł być zatem tylko jeden – znajdujący się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO Park Mużakowski.
Założony przez księcia Hermanna von Pückler-Muskau w latach 1815-1844 park powitał nas rozległą siecią urokliwych alejek, jakby stworzonych do przemierzania rowerem. Szybko ruszyliśmy na objazdową wycieczkę i niemałą frajdę sprawiało nam mijanie kolejnych grup turystów pieszych, którzy mieli zapewne ambitne cele zobaczyć jak najwięcej, ale rozmiar parku już na starcie ich dyskryminował – po prostu jak zwiedzać Park Mużakowski, to tylko na dwóch kółkach! Po niemieckiej stronie radzą sobie jeszcze bryczkami… ale wrażeń zapachowych nie polecamy. 😉
Po stronie polskiej znajduje się większa część parku (522 ha) założonego w stylu angielskim (tzn. imitującym naturalny krajobraz, mającym charakter sentymentalny). Jedną z jego cech, robiącą największe wrażenie, są pięknie zaprojektowane osie widokowe – z tarasów biegnących skrajem parku, dzięki „wycięciom” w kolejnych liniach drzew, można podziwiać m. in. nowy zamek w sercu całego kompleksu. Warto przy tym zaznaczyć, że park został świetnie wpasowany w tzw. Łuk Mużakowa (morenę czołową w kształcie podkowy o długości 40 km – widoczną z kosmosu!) i przepływającą przez jego środek Nysę Łużycką, która w czasach pomysłodawcy założenia nie była nawet w pobliżu żadnej z granic państwowych, a dziś takową stanowi, dzieląc park na szczęście w zasadzie symbolicznie.
Ciekawą jest historia powojenna tego miejsca – ocalało prawdopodobnie tylko i wyłącznie dzięki… intensywnym walkom w 1945 roku. Park po stronie polskiej tuż po wojnie został włączony do Lasów Państwowych i był użytkowany jak zwykły teren leśny. Miejscowe tartaki odmawiały jednak przyjmowania zeń drewna z racji tego, że znajdowało się w nim dużo odłamków po pociskach, które uszkadzały maszyny. Prawdopodobnie tylko dzięki temu możemy po obu stronach Nysy podziwiać park w całej swej okazałości aż do dziś…
Naszej wycieczki nie ograniczyliśmy jednak tylko do większej polskiej części, ale przekroczyliśmy też malownicze mosty graniczne i sprawdziliśmy jak gospodarzą nasi sąsiedzi. A po stronie niemieckiej liczba atrakcji tylko rosła – wystarczy wspomnieć zabudowania starego i nowego zamku (przepięknie odrestaurowanego z wojennych zniszczeń), folwarku zamkowego, czy wtopionego w park miasteczka Bad Muskau (Mużakowa). Ponadto czekały na nas także przejażdżka po Bergpark (Parku Górskim) i Badepark (Parku Zdrojowym), które dopełniają kompletności krajobrazowej całego założenia.
Po kilku godzinach zwiedzania poczuliśmy się w końcu dostatecznie nasyceni widokami, piękną, złotą, polsko-niemiecką jesienią i postanowiliśmy wracać do domu. Mimo dużej odległości, warto było się wybrać na taką „jednodniówkę”, godną niejednego pełnoprawnego rajdowego dnia jazdy rowerem!
Total time: 03:40:59












