To, że pogoda potrafi być kapryśna, w teorii wie każdy. Na rowerach można się o tym jednak przekonać na własnej skórze dość gwałtownie. Wczorajsza „patelnia” dziś zmieniła się w chłód i deszcz… Trochę nas zmoczyło! Mimo to pogoda nie była najważniejszą „odmianą” dnia, przekroczyliśmy bowiem Bug i wylądowaliśmy w… województwie mazowieckim.
Zaraz po przebudzeniu wiedzieliśmy, że dziś pogoda nie będzie tak monotonna (czyt. słoneczna) jak wczoraj. Słońce schowało się za grubą zasłoną z chmur i nic nie zapowiadało rychłego wypogodzenia. Ponadto już od samego rana kropił deszcz. „Idealny dzień na planszówki” – stwierdziliśmy zgodnie chwilę później, pedałując na południowy zachód w kierunku Grabarki (na wyprawie czy deszcz, czy słota… się jedzie 😉 ).
Znów wybraliśmy drogę wojewódzką, gdyż podczas śniadania w rozmowie z innymi rowerzystami (w tym samym miejscu nocowały jeszcze dwie inne pary rowerzystów, jadące w tym samym kierunku, co my) zweryfikowaliśmy zasłyszaną dzień wcześniej plotkę o słabej jakości nawierzchni Green Velo w okolicy. Okazało się, że to potencjalny odcinek na dziś jest piaszczysty i w połączeniu z deszczową pogodą mógłby nam przysporzyć sporo kłopotów. Dzięki tej decyzji pierwsze 30 km czyli w zasadzie większość „dniówki” przejechaliśmy naprawdę sprawnie, nawet mimo momentami silnie padającego deszczu i mocnych podmuchów wiatru. Tak dotarliśmy do Świętej Góry Grabarki – miejsca którego znaczenie dla prawosławnych w Polsce (i nie tylko) można pewnie porównać z rangą Jasnej Góry na mapie sanktuariów katolickich. Tradycja głosi, że w roku 1710 w czasie szalejącej na Podlasiu zarazy jednemu z okolicznych mieszkańców zostało objawione, że każdy kto uda się z krzyżem do stóp Świętej Góry i napije się wody z tryskającego tam źródła – ocaleje. Przekazy mówią, iż ocalonych w ten sposób ludzi mogło było nawet 10 tysięcy! Z wdzięczności wierni wybudowali potem na szczycie najpierw kaplicę, a następnie drewnianą cerkiew (przetrwała dwie wojny światowe, ale nie pożar wywołany przez podpalacza w 1990; potem została odbudowana jako murowana). Od tamtej pory kwitnie ruch pątniczy – pielgrzymi przybywają do Świętej Góry, niosąc przeróżne intencje oraz ich widoczne, materialne znaki w postaci krzyży. Jest to chyba najbardziej charakterystyczny element – cały szczyt pokryty jest pozostawionymi krzyżami, od malutkich po kilkumetrowe. Pątnicy przemywają także chore miejsca wodą ze źródełka, nawilżając specjalnie do tego celu uszyte chusteczki.
Po spędzeniu dłuższej chwili na Świętej Górze, zabraliśmy ze sobą trochę wody ze źródełka do bidonów (jest pyszna!) i ruszyliśmy na południe. Jechaliśmy głównie „z górki”, zbliżaliśmy się wszak do Bugu i jego doliny! Wkrótce przekroczyliśmy granice Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu” – słowo przełom trzeba tu oczywiście odpowiednio przefiltrować i oddalić skojarzenia z przełomem chociażby Dunajca. To nie góry, więc ani skalnych ścian, ani rwącego nurtu nie zaobserwowaliśmy, ale rzeka Bug naprawdę wyraźnie meandruje w tej okolicy w poszukiwaniu koryta niosącego jej wody dalej na zachód. W Mielniku przeprawiliśmy się na drugą stronę promem… ręcznym. Kilka razy już pokonywaliśmy w taki sposób rzeki w Polsce i zawsze promy miały napęd spalinowy. Tutaj dwóch opiekunów promu energicznie przeciągało krypę załadowaną dwoma samochodami i kilkoma rowerami na drugi brzeg dzięki sile swoich mięśni. Po śluzach Kanału Augustowskiego nic nas już chyba w tej materii nie zaskoczy.
Wkrótce potem dotarliśmy na miejsce noclegu (udało nam się zdążyć przed popołudniową ulewą!) w położonej w województwie mazowieckim wsi Serpelice. Swoją drogą nie sądziliśmy, że będąc tak daleko na wschodzie uda nam się zahaczyć o największe województwo, jadąc z podlaskiego na południe w lubelskie – a jednak! Do Warszawy jest stąd „zaledwie” 150 kilometrów…
Naszym jutrzejszym celem, już w województwie lubelskim, będzie Kodeń – znane podlaskie sanktuarium (tak, tak – podlaskie w sensie historycznym, nie współczesnym administracyjnym). Matka Boska Królowa Podlasia, wykradziona z Rzymu, czeka… To już historia na jutro! 🙂
Total time: 06:12:26
















