Slogan reklamowy województwa, który posłużył za dzisiejszy tytuł, bardzo dobrze oddaje nasze dzisiejsze odczucia z trasy. Lubelskie przywitało nas przede wszystkim wyśmienitą pogodą do jazdy – wszystko inne było już tylko dodatkiem do bardzo udanego dnia!
To była druga niedziela naszej wyprawy i po raz drugi pokonaliśmy tego dnia tygodnia piękny odcinek trasy, w towarzystwie słońca (bardzo delikatnego, wychylającego się zza chmurki raz po raz), z finiszem w pięknym miejscu. Tydzień temu był to urokliwy Tykocin, dziś równie piękny Kodeń. Ale po kolei…
Dzień rozpoczęliśmy Mszą Świętą w kościele pw. św. Piotra i Pawła w Serpelicach przy Klasztorze Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów (nawiasem mówiąc, być może to jest sekret tak udanych niedziel – start na Mszy Świętej? 🙂 ). Już od samego ranka prognozy pogody potwierdzały się – było słonecznie, ale nie paląco! Na rowery wskoczyliśmy tuż po 10-tej i ruszyliśmy wzdłuż Bugu na wschód. Wkrótce przed wsią Gnojno napotkaliśmy znak zachęcający do odbicia w lewo w kierunku rzeki na punkt widokowy. Daliśmy się skusić i nie pożałowaliśmy! Z wysokiej skarpy, w prześwitach lasu, mogliśmy naocznie stwierdzić „przełom” Bugu – piękne zakole właśnie w tym miejscu wyraźnie zaznaczało walory krajobrazu, który warto chronić w formie parku krajobrazowego.
Niedługo potem, po kilkunastu kilometrach, dotarliśmy do Janowa Podlaskiego, znanego najszerzej ze sławnej stadniny koni arabskich. Stadnina owszem tu jest, ale nieco dalej, we wsi Wygoda. Nas bardziej zainteresowała małomiasteczkowa zabudowa z zabytkowymi kościołami (obecny kościół kolegiacki był niegdyś nawet katedrą diecezji łuckiej!). Ale to nie kościoły czy zabudowa były najciekawsze. Przy janowskim rynku znajduje się stacja benzynowa przy której zachowały się… przedwojenne dystrybutory paliwa z ręcznymi pompami! Producent: Temper Extakt, rok produkcji: 1928. Prawdopodobnie jedyne takie urządzenia w Polsce, do tego nie w muzeum! Oczywiście dziś już paliwa nie pompują, ale jako ciekawostka turystyczno-krajoznawcza spisują się świetnie. 🙂
Po drugim śniadaniu pojechaliśmy dalej. Kierunek Terespol. Po drodze odwiedziliśmy niezwykłe miejsce – Sanktuarium Błogosławionych Męczenników Podlaskich w Pratulinie. Historia związana z tym miejscem jest bardzo ciekawa, ale zdecydowanie wymaga chociaż ogólnej znajomości zagadnienień historycznych związanych z unią brzeską i losem unitów (grekokatolików) w Polsce – warto poczytać! W dużym skrócie: 24 stycznia 1874 roku rosyjskie wojsko na rozkaz carskiego gubernatora otworzyło ogień do unickich mieszkańców Pratulina (modlących się na klęczkach przed kościołem i świadomych zagrożenia życia), którzy nie chcieli wpuścić do swojej świątyni duchownego prawosławnego. Miał on przejąć parafię w ramach akcji przymusowego przyporządkowania skasowanych unickich parafii do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. W szerszym kontekście chodziło oczywiście o rusyfikację polskich ziem pod zaborem rosyjskim. 13 męczenników zostało pochowanych przez Rosjan, bez udziału rodzin, w nieoznaczonym grobie, który udało się godnie upamiętnić dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Za epilog tej historii niech posłuży jeszcze jedna ważna informacja: 6 października 1996 roku papież Jan Paweł II beatyfikował Wincentego Lewoniuka i 12 towarzyszy.
Z Pratulina udaliśmy się już prosto do Terespola, który najbardziej znany jest jako ważne przejście graniczne. Samo miasteczko jest nieduże, a z turystycznego punktu widzenia może głównie pochwalić się pojedynczymi, zachowanymi, wysuniętymi elementami twierdzy brzeskiej, której główne obiekty znajdują się oczywiście w Brześciu po drugiej stronie Bugu, obecnie na Białorusi. Nie szukaliśmy ich specjalnie pomni ostatnich przygód z twierdzą osowiecką i po bardzo smacznym obiedzie wyruszyliśmy na ostatnie kilkanaście (no dobra, 20) kilometrów na południe, do Kodnia.
Pogoda wciąż dopisywała, słoneczko spoglądało łaskawie zza chmur, uśmiechając się do nas szeroko. Droga była prosta i miejscami nawet nie wyboista… sielanka… Tak jadąc, ujrzeliśmy tablicę: Kodeń. Na liczniku 80 kilometrów „dniówki” – to był dobry dzień! A sam Kodeń opiszemy jutro gdyż zamierzamy dokładnie go rano pozwiedzać. Już dziś jednak zapowiadał się pięknie!
Po zwiedzaniu Kodnia, jutro kierunek Włodawa. Krótszy dystans żebyśmy za szybko nie skończyli. 😉
Total time: 08:41:24

















