Jeden krzyż...

Do zobaczenia Green Velo!

Dziś pożegnaliśmy się zapewne na dłuższy czas z Rowerowym Szlakiem Wschodnim Green Velo – to była piękna przygoda, dziękujemy! Ale to nie czas na podsumowania… rajd się nie kończy i jeszcze kilka ciekawych miejsc przed nami! Ruszamy na zachód, do Lublina. 🙂

Kolejny już dzień rajdu (14-ty jazdy, zdecydowanie nasz rekord) znów zapowiadał się bardzo słonecznie. Po standardowej porannej procedurze: pobudka – mycie – ubieranie – śniadanie – pakowanie sakw – pakowanie sakw na rowery – smarowanie kremem do opalania… wyruszyliśmy ochoczo na trasę. 😉 Pożegnaliśmy gościnną Włodawę i szlakiem Green Velo wyjechaliśmy na południe, w kierunku Sobiborskiego Parku Krajobrazowego.

Piękny krajobraz chroniony w ramach tego parku był w czasie II wojny światowej scenerią straszliwej zbrodni Holocaustu. W samym sercu sobiborskich lasów i mokradeł Niemcy założyli bowiem jeden z obozów zagłady, znany szerzej głównie z powodu buntu jego więźniów i udanej próby ucieczki ich nielicznej grupy (na podstawie tej historii powstał film „Ucieczka z Sobiboru”). Dziś teren Byłego Nazistowskiego Obozu Zagłady w Sobiborze nie jest niestety objęty taką ochroną jak inne podobne temu miejsca kaźni, ale na szczęście zmienia się to na lepsze. Chociaż na terenie byłego obozu zastaliśmy tylko kilkanaście tablic informacyjnych wyjaśniających zarys straszliwej historii tego miejsca oraz symboliczny kopiec-mogiłę ofiar, dowiedzieliśmy się również o planach budowy w tym miejscu muzeum z prawdziwego zdarzenia. Oby się udało i tym samym w niwecz poszły zamiary zbrodniarzy, którzy likwidując obóz po buncie więźniów, niemal skutecznie, zatarli ślady jego istnienia. Pamięć i szacunek do szacunkowo 250 tys. (!) ofiar tego miejsca z pewnością tego wymaga. Dobrze, że Green Velo przejeżdża tuż obok – trzeba światu (turystom zza granicy) wciąż przypominać, co się stało w tak niedalekiej historii, a przede wszystkim, kto był za to odpowiedzialny.

Z sobiborskich lasów wyjechaliśmy tą samą drogą, którą doń wjechaliśmy. Był to dla nas zarazem ostatni odcinek Green Velo przejechany (dwukrotnie) zgodnie z planem w czasie tego rajdu. Pokusa kontynuowania dalej na południe oczywiście była ogromna, ale rajd ma niestety ograniczony „budżet” czasowy. Odwieczny paradoks turysty-studenta: jak masz studenckie długie wakacje to nie masz kasy, żeby gdzieś na dłużej jechać, jak już pracujesz i możesz odłożyć pieniądze na dłuższe wakacje… to nie masz dłuższych wakacji. 😉 Choć my i tak w tym roku nie możemy narzekać! Dlatego żeby dobrze wykorzystać ostatnie dni rajdu, postanowiliśmy uzupełnić turystyczną lukę w okolicach Lublina, który już niegdyś (rownież na rowerach!) odwiedzaliśmy – ruszyliśmy na zachód w kierunku Poleskiego Parku Narodowego.

W drodze do Urszulina, gdzie mieści się dyrekcja parku, mieliśmy jeszcze jeden cel związany z historią II wojny światowej. W okolicach wsi Wytyczno polscy żołnierze stoczyli najwiekszą bitwę z najeźdźcą sowieckim w wojnie obronnej roku 1939. 1 października zgrupowanie Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem gen. Wilhelma Orlik-Rückemanna, cofające się ze wschodnich granic II Rzeczpospolitej w celu połączenia się z SGO „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga, napotkało oddziały sowieckie nacierające od strony Włodawy. Wywiązała się zacięta walka, w wyniku której obie strony poniosły znaczące straty, jednak Polacy nie oddali swoich pozycji. Dopiero w obliczu braku amunicji, dowódca sił polskich wydał rozkaz do oderwania się od nieprzyjeciala i rozproszenia się żołnierzy. Część z nich zdołała jeszcze wziąć udział w ostatniej bitwie kampanii pod Kockiem. Ci którzy mieli mniej szczęścia i dostali się do niewoli sowieckiej, jeszcze tego samego dnia zostali straceni… Tyle na temat historii samej bitwy. Piękne jest jednak to, jak miejsce tej batalii zostało upamiętnione. Po wojnie okoliczni mieszkańcy w miejscu zbiorowej mogiły usypali kopiec, który najpewniej niedawno został odnowiony. Gdy przybyliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się bowiem dobrze utrzymany cmentarz wojenny, z tablicami informacyjnymi na temat historii formacji KOP oraz jej szlaku bojowego we wrześniu i październiku ’39. Tylko tyle i aż tyle! Serce rośnie, że lokalne społeczności pamietają i upamiętniają takie epizody naszej historii. „Polska swoim obrońcom”, jak głosi napis na pomniku, jest to na zawsze winna!

Z Wytyczna, niezbyt przyjemnym, ale na szczęście krótkim odcinkiem „krajówki” dotarliśmy szybko do Urszulina, który będzie naszym przyczółkiem do jutrzejszego przejazdu przez Poleski Park Narodowy. A potem, dalej na zachód do Lubartowa. 🙂

 

 

Total distance: 55.8 km
Total time: 05:51:48