Pałac w Kozłówce

Wisienka na torcie

Dziś będzie krótko, bo i odcinek pokonaliśmy krótki. Mimo to, był on naprawdę dla nas ważny – przysłowiowa wisienka na torcie – dotarliśmy wszak do celu naszego rajdu, po drodze zwiedzając jeszcze jedną z jego największych atrakcji. Warto było jechać ponad dwa tygodnie dla kilku dzisiejszych chwil…

Naszym głównym celem turystycznym na dziś było Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Po niespełna godzinnej przejażdżce z Lubartowa dotarliśmy do jednego z najlepiej zachowanych pałaców w Polsce, który szcześliwie nie ucierpiał w czasie wojen światowych. Zachowane wnętrza, które mieliśmy okazję tam zobaczyć, naprawdę zachwycają! Oprócz nich w całym założeniu pałacowym do zwiedzania zapraszają również inne obiekty oraz wystawy – stałe jak i tymczasowe. Pałacowa kaplica (cudeńko!), stała wystawa poświęcona kardynałowi Wyszyńskiemu (ukrywał się w Kozłówce na zaproszenie Zamoyskich przez rok w czasie wojny), powozownia (w Łańcucie dużo większa, ale i tę kozłowiecką można przy okazji odwiedzić) oraz Galeria Sztuki Socrealizmu (chociaż słowo sztuki chciałoby się wziąć w cudzysłów) – było naprawdę co pozwiedzać. Do tego pięknie utrzymane ogrody oraz wystawy czasowe. Spędziliśmy w Kozłówce naprawdę interesujące przedpołudnie i będziemy bardzo dobrze wspominać to miejsce!

Z Kozłówki udaliśmy się w dalszą drogę. Ostatnie „oficjalne”, rajdowe 30 kilometrów. Naszym celem był Zamek w Lublinie, pod którym skończyliśmy już jeden z naszych pierwszych rajdów w tej okolicy (może stanie się to tradycją naszych wypraw na Lubelszczyznę?). Po drodze przejechaliśmy jeszcze przez piękne lasy Kozłowieckiego Parku Krajobrazowego i po małej sprzeczce z nawigacją, która wyprowadziła nas w szczere pole, w końcu dotarliśmy do Lublina i samego Zamku. Z placu Zamkowego przedefilowaliśmy jeszcze na Stare  Miasto i ponownie znalazłszy się pod Zamkiem uznaliśmy, że możemy nasz rajd oficjalnie uznać za zakończony! 🙂

Przed nami jeszcze tylko sprawy techniczne jak powrót do Wrocławia – bilety na piątkowy pociąg TLK „Sztygar” już zakupione. Oraz odrobina czasu na świętowanie! 😉 Po powrocie napiszemy jeszcze jednego, krótkiego posta z podsumowaniem wyprawy, tak na zimno. Bo na ten moment euforia miesza się z naprawdę sporym zmęczeniem. 🙂

 

 

Total distance: 43 km
Total time: 07:55:16