Doliną Dolnej Wisły

Za nami znakomity dzień jazdy w otoczeniu pięknej przyrody z najprawdziwszą wisienką na torcie na sam koniec. A wszystko to przy akompaniamencie wymarzonej pogody dla rowerzystów. Czyżby kandydat do najlepszego dnia rajdu?

Pierwszych kilkanaście kilometrów dzisiejszej trasy pokonaliśmy, wyjeżdżając z Bydgoszczy przez jej nadwiślańską dzielnicę Fordon i poruszając się dokładnie tą samą trasą, co wczoraj, tylko w przeciwnym kierunku. Na początek powiało więc trochę nudą, bo nie lubimy się cofać, ale ciągle odkrywać nowe miejsca. Tym razem jednak tak było dla nas najwygodniej z perspektywy kolejnych celów dnia.

Minąwszy Fordon i zostawiwszy most na Wiśle za nami, obraliśmy lewy brzeg rzeki za dzisiejszy gościniec – następna przeprawa dopiero za kilkadziesiąt kilometrów! Wjechaliśmy w Dolinę Dolnej Wisły, której krajobraz chroniony jest w Zespole Parków Krajobrazowych Nadwiślańskiego i Chełmińskiego i już wkrótce doceniliśmy jej walory. Mniej więcej od Bydgoszczy do Gniewu Wisła przecina szeroką doliną wzniesienia pojezierzy i jakkolwiek to trywialnie nie zabrzmi… widać to w terenie. Momentami pokonywaliśmy dziś odcinki godne premii górskiej (takiej na miarę naszych możliwości oczywiście) to wspinając się, to zjeżdżając z kilkudziesięciometrowych przewyższeń. Prócz niezwykle malowniczego ukształtowania terenu przez większą część dnia towarzyszyły nam także złote łany zbóż, oblewające nas zewsząd niczym wody jakiegoś morza. Piękny widok! Poruszaliśmy się też przez parę kilometrów wałem przeciwpowodziowym, więc sumę dzisiejszych widoków ukompletowały wstęga Wisły, a w drugiej części dnia niezwykle malownicze miasto, które wyrosło nam przed oczami na jej prawym brzegu. Ale o nim jeszcze za chwilę!

Jechaliśmy tak lewym brzegiem Wisły zauroczeni widokami i ciesząc się ciepłą, ale przyjemną pogodą, aż dotarliśmy do Świecia, gdzie bez wątpienia najważniejszą turystyczną atrakcją jest Zamek Krzyżacki, a raczej to, co z niego zostało. Czas ani miejscowa ludność nie był dlań łaskaw (np. w XVIII w. zamek na polecenie pruskich władz był już nawet pomału rozbierany na cegły), dlatego do dziś przetrwały tylko jedna z wież i fragment skrzydła. Na szczęście proces niszczenia został zahamowany tak, że można bezpiecznie zwiedzać ten jedyny zamek wodny (otoczony wodami Wdy i Wisły) na terenie państwa krzyżackiego. Co ciekawe ocalała wieża również jest unikatem na skalę Polski i w ogóle ewenementem wśród zamków krzyżackich gdyż zwieńczona jest krenelarzem – ceglanymi zębami – opartymi na kamiennych kroksztynach. Tego typu rozwiązania stosowali np. krzyżowcy w twierdzach w Ziemi Świętej, a tu proszę taka mała niespodzianka w Świeciu! Prócz zamku zwiedziliśmy też zabytkową część samego miasta, a także zjedliśmy smaczny obiad – tak przygotowani do dalszej drogi, wróciliśmy się kilka kilometrów do mostu im. gen. bryg. pilota Stanisława Skalskiego i przejechaliśmy na prawy brzeg Wisły do miasta, które wcześniej tak pięknie wyłoniło nam się na horyzoncie.

Żeby nie owijać w bawełnę napiszemy to od razu – trafiliśmy na prawdziwą perełkę tego rajdu! Ulokowane na wysokiej skarpie Chełmno zauroczyło nas zachowanym średniowiecznym układem urbanistycznym w obrębie historycznych murów obronnych. Z pewnością zadziałał tutaj efekt niespodzianki (któż z nas wcześniej słyszał o zabytkowym Chełmnie?), ale nawet bez niego niewątpliwie zachwycilibyśmy się chociażby renesansowym ratuszem, będącym jednym z najcenniejszych tego typu zabytków w Polsce. Nie wspominając już o kilku gotyckich kościołach, zabytkowych kamieniczkach, murach obronnych, wieżach i bramach – taki mniejszy Toruń, nie tak znany, ale chyba niczym pod względem historycznej zabudowy większemu bratu nieustępujący. Trochę przy tym dziwi, że Chełmno promuje się jako… miasto zakochanych. Ma to związek z relikwiami św. Walentego przechowywanymi w miejscowym kościele farnym i prawdopodobnie romantyczną atmosferą małego zabytkowego miasteczka. Prawdę mówiąc, gdyby Kopernik urodził się tutaj, a nie w Toruniu, szał turystyczny byłby pewnie podobny do tego kilkadziesiąt kilometrów na południe stąd. 😉

Naprawdę serdecznie polecamy – warto zwiedzić Chełmno, nawet zjeżdżając na moment z dłuższej trasy np. nad morze, zwłaszcza jeśli odwiedziło się już wcześniej inne, bardziej znane turystyczne zagłębia okolicy. Dla nas z pewnością Chełmno było dzisiejszą wisienką na torcie i jesteśmy przekonani, że krótki pobyt tutaj będziemy jeszcze długo wspominać!

Skoro już przeskoczyliśmy na prawy brzeg Wisły, jutro będziemy kontynuować nasz rajd, jadąc na północ i mając rzeką po lewej stronie. Kolejne zabytkowe nadwiślańskie miasto, na dodatek z pięknymi tradycjami kawaleryjskimi z czasów II Rzeczpospolitej, już na nas czeka!

 

 

Total distance: 68.21 km
Total time: 09:45:52