Nasze dzisiejsze rowerowe zmagania ubiegły pod dwoma znakami – romańskiej architektury sakralnej i niemiłosiernie palącego słońca. Pierwszym nie sposób się znudzić, choćby przyszło takie zabytki zwiedzać codziennie (a jest to możliwe chyba tylko w tym rejonie Polski), drugim zaś nasycić, gdyż tegoroczne lato do tej pory nas nie rozpieszczało. Dzień pod dwoma tak komplementarnymi znakami (chłód kamiennych świątyń wobec gorąca pod bezchmurnym niebem) musiał być zatem udany!
Po odespaniu wczesnej pobudki z pierwszego dnia, pożegnaliśmy gościnny Biskupin i ruszyliśmy z powrotem do pobliskiej Gąsawy, aby zacząć niedzielę od Mszy Świętej w kościele, który wczoraj tak bardzo nam się spodobał. Już te pierwsze kilka minut jazdy zwiastowało przemiłe towarzystwo do końca dnia – gorące słoneczko i ani jednej chmurki. 😉 Dlatego zaraz po modlitwie wyciągnęliśmy ciężką broń… kaliber 50. Krem do opalania nakładany kolejnymi warstwami przez kilka następnych godzin szczerze doceniliśmy wieczorem, u kresu dzisiejszej wędrówki.
Solidnie zabezpieczeni przed słońcem ruszyliśmy rowerową bezleśną patelnią pól uprawnych gdzie jedyne schronienie dawały napotkane od czasu do czasu przydrożne aleje drzew. W okolicach godziny 12-tej nawet one skapitulowały, ale na szczęście byliśmy już wtedy w pobliżu Mogilna gdzie mieliśmy zwiedzić pierwsze zabytki na trasie i przetrwać najgorsze godziny upału. Udało się tylko to drugie, gdyż zarówno zespół klasztorny Braci Mniejszych Kapucynów (sięgający swymi benedyktyńskim początkami XI w.) z romańską bazyliką jak i kościół pw. Św. Jakuba Apostoła były zamknięte. A szkoda! Na pocieszenie gościnny park miejski przyjął nas w swe zacienione podwoje i pozwolił wytchnąć w najgorętszy czas dnia.
Nieco zawiedzeni mogileńskim ucałowaniem klamek ruszyliśmy dalej na wschód, do Strzelna. Tam czekały na nas prawdziwe turystyczne delicje, które smakowały tym bardziej, że nie byliśmy na nic specjalnie nastawieni po pierwszych niepowodzeniach w zwiedzaniu. Na wzgórzu św. Wojciecha znaleźliśmy prawdziwe arcydzieła sztuki romańskiej! Dwa romańskie kościoły tuż obok siebie – jedyny taki zespół w Polsce! Mniejszy kościółek pw. św. Prokopa zbudowany w XII w. cechujący się oryginalną bryłą (nawa na planie koła, kwadratowe prezbiterium z jednej i okrągła wieża z drugiej strony) urzekł nas prostotą swego wnętrza. Większy, kościół pw. Świętej Trójcy, skrywał niezwykle cenne romańskiej zabytki (po raz kolejny unikalne w skali Polski) – kolumny przedstawiające wyobrażenia przywar i cnót ludzkich. Z pewnością warte wymienienia są też cenne romańskie tympanony oraz ołtarz z krucyfiksem zawierający ponad 600 relikwii. A żeby jeszcze lepiej oddać pozytywne skojarzenia jakie będziemy mieć z tym miejscem warto zapisać, że lokalny przewodnik, sprzedający bilety do muzeum, dał nam zniżkę za to, że przyjechaliśmy na rowerach. Znów poczuliśmy się jak studenci. 😉
Nasyceni obcowaniem z romańską sztuką ruszyliśmy z uroczego Strzelna do ostatniego punktu na dzisiejszej trasie – Kruszwicy. Miasteczko znane z Mysiej Wieży, romańskiej Kolegiaty i pięknego położenia nad jeziorem Gopło przywitało nas sielską turystyczną atmosferą, przywołującą wspomnienia z Mazur. Upewniwszy się, że legenda o złym królu Popielu, którego zjadły myszy wciąż jest żywa, ograniczyliśmy dzisiejsze zwiedzanie do absolutnego minimum – obowiązkowej fotki pod Mysią Wieżą. Byliśmy już bardzo zmęczeni, brudni, spoceni i głodni! Jak bardzo? To trzeba zobaczyć na zdjęciach!
A jutro Wrocław… ino inny. 😉
Total time: 10:10:44












