Pożegnaliśmy malownicze okolice Doliny Dolnej Wisły, by dzisiejszą trasą dość radykalnie zmienić otoczenie. Pola i łąki zastąpił sosnowy bór i to nie byle jaki, bo jeden z największych w Polsce. Witamy w Borach Tucholskich!
Wiedząc że mamy przed sobą długą trasę, dzień zaczęliśmy naprawdę wcześnie jak na wakacyjne standardy. Celowo nie podajemy konkretnej godziny, żeby nie gorszyć tych, którzy wstają tak regularnie – czytelnik musi uwierzyć na słowo – dla nas było wcześnie! 😉 Po szybkim śniadaniu sprawnie spakowaliśmy dobytek na nasze mechaniczne wielbłądy (nabraliśmy już sporej wprawy!) i czym prędzej wyruszyliśmy w drogę do najbliższego kościoła. Nasze dotychczasowe niedzielne rajdowe doświadczenia i tym razem miały się sprawdzić – dobrze rozpoczęty dzień, takim pozostanie do końca!
Po Mszy Świętej, mając już odpowiednio „ustawiony” dzień, obraliśmy najpierw kierunek na północ, by już po chwili zdecydowanie odbić na zachód. Kwidzyn, Gniew czy Pelplin kusiły bardzo, ale skoro zagięliśmy parol na kujawsko-pomorskie nie mogliśmy sobie pozwolić na jego opuszczenie. Jednocześnie kierując się w północno-zachodnią część województwa, odpuściliśmy historyczne ziemie dobrzyńską i chełmińską, a także ograniczyliśmy się jedynie do miast nad Wisłą. Chełmża czy też Golub-Dobrzyń muszą poczekać na inną okazję. Wiedząc czego nie uda nam się tym razem zobaczyć, mogliśmy jednak podjąć świadomą decyzję co CHCEMY zobaczyć! Poobcowaliśmy już trochę z zabytkową architekturą, średniowieczną historią, malowniczymi, rolniczymi okolicami – przyszedł więc czas najwyższy na odmianę klimatu, a nic nie stwarzało ku temu lepszej okazji niż pobliskie Bory Tucholskie.
Jak pokazuje dzisiejszy profil wysokościowy mozolnie, acz sukcesywnie wspinaliśmy się z doliny Wisły, by tuż po przecięciu Autostrady Bursztynowej (A1) w okolicy wsi Bąkowo wjechać w ostępy leśne i… nie opuścić ich już praktycznie do końca dnia (z wyjątkiem nielicznych wiosek i miasteczek na trasie). W tym miejscu w zasadzie moglibyśmy zakończyć tę stronicę dziennika, gdyż jazda przez las, będąca tak odmiennym doświadczeniem od ostatnich, była dziś największą atrakcją samą w sobie. By dopełnić jednak kronikarskiego obowiązku, opiszemy jeszcze pokrótce, gdzie dokładnie w Borach Tucholskich jeździliśmy dzisiaj… bo będziemy pewnie jeszcze jutro i pojutrze mogli ogólnie to samo napisać. 😉
Naszą przygodę z Borami Tucholskimi rozpoczęliśmy w Nadleśnictwie Osie w Leśnym Kompleksie Promocyjnym (LKP – Lasy Państwowe jak rasowe korpo nie wstydzą się trzyliterowców) o jakże skomplikowanej nazwie – Bory Tucholskie. LKP to oczywiście nie jedyna tutejsza forma ochrony przyrody ożywionej i nieożywionej dlatego wkrótce przekroczyliśmy granice Wdeckiego Parku Krajobrazowego (od rzeki Wdy) – raju dla kajakarzy jak wykazało nasze wcześniejsze krajoznawcze rozpoznanie. Pod koniec dnia natomiast wylądowaliśmy w Tucholskim Parku Krajobrazowym. Do tego misz-maszu dodajmy jeszcze kilka rezerwatów biosfery, obszary Natura 2000 i… Park Narodowy (nie dziś, ale już wkrótce!) by wyobrazić sobie to, jak wiele dóbr przyrodniczych wartych jest tutaj ochrony.
Ponad 70 kilometrową trasę zakończyliśmy dziś w Tucholi, „stolicy” okolicznych borów. Jutro najprawdopodobniej pożegnamy się już z członem „kujawsko”, a pozostaniemy tylko przy „pomorskim”, jadąc na północ, dalej poprzez bory…
Total time: 09:23:46






