Śpieszymy donieść, że zgodnie z planem kontynuujemy nasz rajd, dzielnie przemierzając Bory Tucholskie. Dziś na trasie prócz samego lasu, ciekawostka hydrotechniczna oraz pole sławnej potyczki z kampanii wrześniowej. A wszystko to podsypane piaskiem, ku naszej „uciesze”…
Turystyczny poranek rozpoczęliśmy od rundy honorowej po tucholskim rynku. Pokręciliśmy się też chwilę po mieście w celu uzupełnienia zapasów wody oraz prowiantu na drogę i po załatwieniu wszystkich drobnych sprawunków wyruszyliśmy na północ. Mimo że wystartowaliśmy nieco później i słońce zaczęło już przyjemnie ogrzewać nasze plecy swymi promieniami, było odczuwalnie chłodniej niż wczoraj, a tym bardziej niż w zeszłym, upalnym tygodniu. Ostrzejsze podmuchy wiatru oraz chowające się od czasu do czasu za chmurami słońce szybko przekonały nas do założenia kurtek. Pierwsze kilometry pokonaliśmy wśród pól otaczających od tej strony Tucholę, ale bardzo szybko znaleźliśmy się z powrotem w borze. Zmierzaliśmy do niezwykle ciekawego zabytku inżynierii wodnej…
Gdy po pewnych perypetiach z nawigacją, których kulminacją była przeprawa przez strumień po prowizorycznym mostku z trzech pni sosnowych, dotarliśmy do Fojutowa naszym oczom ukazał się niezwykły obrazek. Oto płynie sobie rzeczka o nazwie Czerska Struga… Co w tym dziwnego? Mianowicie to, że 11 metrów wyżej, przecinając ją pod kątem prostym, przepływają wody Wielkiego Kanału Brdy! Jest to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie krzyżują się drogi wodne, których wody się nie mieszają (podobno największe – akwedukt zbudowany na potrzeby kanału ma 75 metrów szerokości). W przypadku kanałów zwykle pada pytanie: ale po co? Nie inaczej jest w tym wypadku – co ciekawe zbudowany w XIX wieku Wielki Kanał Brdy służył do nawadniania okolicznych łąk, które były źródłem siana, czyli pożywienia dla koni. Konie zaś stanowiły istotną część pruskiej armii – ot cała historia. Warto jeszcze dodać, że kanał prócz akweduktów (jak ten w Fojutowie) wymagał w budowie ogromnej precyzji inżynierskiej na całej swej długości gdyż na 30 kilometrów przypadało zaledwie 1,8 metra spadku, który musiał zapewnić swobodny przepływ wody. Udało się bez dalmierzy laserowych – niemiecka precyzja!
Z Fojutowa ruszyliśmy wzdłuż kanału do miejscowości Rytel, aby tam odbić na Krojanty. Napisaliśmy dziś coś dobrego o Niemcach (przed chwilą!), możemy więc też napisać źle – zgodnie z prawdą i dzisiejszą marszrutą, kierującą nas na pole bitwy z wojny obronnej 1939 roku. 1 września żołnierze 18 Pułku Ułanów Pomorskich (stacjonujący przed wybuchem wojny w Grudziądzu) przeprowadzili na okolicznych polach słynną szarżę, która zatrzymała na cały dzień niemieckie natarcie i pozwoliła składnie wycofać się obrońcom Chojnic na linię obrony opartą o Brdę. 18 pułk okupił tę bitwę dużymi stratami, łącznie z poległym dowódcą płk. Kazimierzem Mastalerzem, odznaczonym pośmiertnie krzyżem Virtuti Militari, ale wykonał powierzone przez dowództwo zadanie. Bitwa ta niestety przyczyniła się również do stworzenia przez gebelsowską propagandę mitu głupich Polaków szarżujących na czołgi jedynie z szablami w dłoniach, co nie jest oczywiście prawdą. Historycy to sprawdzili – polscy ułani w czasie kampanii wrześniowej używali koni zgodnie z ówczesną sztuką wojenną, czyli do transportu i szybkich manewrów, a walczyli jak zwykła piechota. Szarża kawaleryjska wchodziła w grę tylko w szczególnych przypadkach, takich jak np. zaskoczenie nieprzyjaciela podczas odpoczynku (jak pod Krojantami). Warto o tym pamiętać, bo podtrzymywany również przez PRL-owską propagandę mit żyje do dziś i zwyczajnie uwłacza godności polskich żołnierzy.
Naszym punktem docelowym były Chojnice, do których dotarliśmy stosunkowo późno, jak na liczbę pokonanych kilometrów – bardzo spowalniały nas piaszczyste odcinki dróg, w których ciężkie rowery łatwo się zakopywały. Zmęczeni, ale zadowoleni z kolejnego dnia rajdu chojnicką starówkę zostawiliśmy na jutrzejszy poranek. A potem? Pierwszy i najprawdopodobniej jedyny w tym roku Park Narodowy na trasie. Będzie się działo!
Total time: 07:47:41










