Roztocze cudami słynące

Taki tytuł nosi rozdział naszego przewodnika, traktujący o niezwykłych okolicach, które właśnie „najechaliśmy” naszymi rowerami. Po tym, co dzisiaj zobaczyliśmy,  trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, a wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek!

Z gościnnego Horyńca-Zdroju wyjechaliśmy dziś rano bardzo sprawnie. Po zaledwie kilku kilometrach jazdy, ukazała nam się dobrze znana, duża, czerwona tablica. Południoworoztoczański Park Krajobrazowy głosiła skromnie, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, jak wielkie miała dla nas znaczenie. Dotarliśmy na Roztocze, krainę geograficzną, którą od dawien dawna chcieliśmy zwiedzić, najlepiej na rowerach! Nazwa Roztocze pojawiła się dopiero pod koniec XIX wieku i pochodzi od gwarowego słowa roztoka, określającego dział wodny. Kraina jest to niewielka, bo jako pas wyraźnych wzniesień, ciągnący się na południowy wschód z Kraśnika, aż do Lwowa, liczy sobie zaledwie około 180 km długości i 16-32 km szerokości. Współcześnie jest oczywiście podzielona między Polskę (Roztocze Zachodnie oraz Środkowe) i Ukrainę (Wschodnie). Wkroczyliśmy zatem na Rozotocze Środkowe z zamiarem poruszania się ku północnemu zachodowi.

Pierwszym miastem na Roztoczu, do którego dotarliśmy, był całkiem interesujący Narol. Nazwa od razu kojarzy się z miejscem gdzie zostało założone – „na roli”, nieco na zachód od pierwotnej osady zniszczonej kompletnie przez kozaków w 1648 roku. To z czym kojarzy się dzisiaj, to przede wszystkim Pałac Łosiów – nie, nie przemiłych zwierzątek, ale takiego rodu. 😉 Wzniesiony na polecenie Antoniego Feliksa hr. Łosia w XVIII wieku, (tuż przed zaborami) na planie podkowy (rodowego znaku w herbie Łosiów), w stylu barokowym. Niestety, jak wiele tego typu obiektów, ucierpiał znacznie w wyniku wojny (a nawet po wojnie SB potraktowała go miotaczem ognia, walcząc z podziemiem antykomunistycznym). Powoli jednak dźwiga się z upadku i być może wróci do dawnej świetności.

Z Narola leżącego nad znajomą nam rzeką Tanwią (pamiętacie? widzieliśmy się już w Ulanowie!) szlak wiódł dalej z jej biegiem na północny zachód. Nie było w tym ani grama przypadku, bo pierwszym z prawdziwych cudów Roztocza, nie ludzką ręką czynionych, jakie mieliśmy dziś zobaczyć, był rezerwat „Nad Tanwią”. Zwany również „Szumami nad Tanwią” chroni bezcenny krajobraz 24 progów skalnych, które tworzą malownicze wodospady, czyli w lokalnej gwarze szumy (nic dziwnego, że tak mówią – szuuuumi tutaj, że hej!). Co ciekawe, przebiega tędy geologiczna granica między Europą Zachodnią – fałdową, a Europą Wschodnią – płytową i jest to jedyne w Polsce miejsce, gdzie jest to wyraźnie widoczne! Ale co tu pisać… może zdjęcia oddadzą choć odrobinę tego piękna przyrody, które mieliśmy tu okazję podziwiać.

Zasłuchani w szumiącą Tanew, nie spostrzegliśmy się nawet, że właśnie przekroczyliśmy granicę województwa i wjechaliśmy do lubelskiego. Zmieniło się również nieco otoczenie – z lasów mieszanych, miejscami z przewagą buka, na klasyczny bór sosnowy. Pożegnaliśmy po prostu w międzyczasie (przed Narolem jeszcze!) Południoworoztoczański Park Krajobrazowy, a wjechaliśmy do Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej. Jeden dzień, dwa parki krajobrazowe – takie rzeczy tylko na rowerowym rajdzie! 😉

Kontynuowaliśmy zatem naszą wędrówkę przez Puszczę Solską, na zachód, ku kolejnemu przyrodniczemu skarbowi tych ziem. Po drodze napotkaliśmy przypadkowo dość interesujące miejsce: Błudek, były obóz NKWD i UB (w latach 1944-45) dla żołnierzy AK. Dziś pozostały tutaj już tylko tablice informacyjne, kamień z wyrytym napisem „Tu mieszkał komendant obozu NKWD Sowiet” oraz cmentarz ofiar katrożniczej pracy w pobliskim kamieniołomie. Tajemniczy napis miał najpewniej przypominać o akcji oddziału AK, który podjął próbę odbicia więźniów. AK-owcy dogadali się z szeregowymi żołnierzami LWP, żeby złożyli broń i zaatakowali dowodzącego nimi NKWD-zistę z kilkuosobową obstawą. Rosjanie nie mieli większych szans, ale więźniowie niestety zostali gdzieś wywiezieni dzień wcześniej, po czym wszelki słuch o nich zaginął.

Stąd, jadąc już jedynie około 1,5 km, dotarliśmy do drugiego rezerwatu na naszej trasie o podobnej genezie, co ten nad Tanwią. Rezerwat przyrody Czartowe Pole (podobno jeno czarci tam hasali) nad rzeką Sopot okazał się równie malowniczy, a co chyba ważniejsze, nieco mniej popularny. Ludzi było tu po prostu znacznie mniej i nie ma co ukrywać, że podniosło to walory tego miejsca w naszych oczach.

Kilka kilometrów dalej, nasyceni już nieco jazdą przez piękne lasy, w promieniach sierpniowego słońca dotarliśmy w końcu na dziesiejszy nocleg. Zadowoleni ale i zmęczeni. 🙂 Czas najwyższy złapać jakiś przystanek na dłużej i dać nieco odpocząć naszym mięśniom od „rowerowego etatu”. Czy może być do tego lepszy kandydat, niż miasto idealne? 😉

 

 

Total distance: 62.77 km
Total time: 08:23:55