Z Rzeszowa do Jarosławia

Po przemiłym jednodniowym przystanku w Rzeszowie, czas był najwyższy, aby wrócić na drogi i wiraże naszego rowerowego rajdu. Dziś na trasie nie brakowało słońca ani wrażeń, z których część długo towarzyszyła nam w chwilach jazdy w milczeniu i zadumie. A jechało się nam tak dobrze, że wylądowaliśmy dalej niż pierwotnie zakładaliśmy!

Żeby tradycji tego bloga stało się zadość, winniśmy tutaj chociaż krótkie wspomnienie dnia wczorajszego – chociaż bez jazdy, to z pewnością nie straconego z turystycznego punktu widzenia! Prócz naczelnej funkcji takiego przystanku, jaką jest danie odpocząć naszym szacownym siedziskom (w rowerach rzecz jasna), spędziliśmy również kilka miłych chwil w gronie rodzinnym, w którym niezbyt często dane jest się nam widzieć. Jakże miłe było to spotkanie! Wybraliśmy się także na spacer do centrum Rzeszowa i zwiedziliśmy podziemną trasę turystyczną w Rynku, wysłuchując przy tym bardzo ciekawej opowieści o dziejach miasta. Zawitaliśmy także spacerem pod Zamek i Letni Pałac Lubomirskich oraz Bazylikę przy klasztorze oo. Bernardynów. W Rzeszowie z pewnością nie można się nudzić! Pieszy odpoczynek nie mógł trwać jednak wiecznie, dlatego dzisiejszego ranka znów osakwowaliśmy rowery i wyruszyliśmy w dalszą drogę…

Z Rzeszowa wyjechaliśmy w kierunku, z którego doń wjechaliśmy czyli na wschód. Tym razem wioskami, po południwej stronie DK 94, nawigowaliśmy na pierwszy dzisiejszy cel – podkarpacką wieś Markowa. Nietrudno zapewne się domyślić, że przyciągnęło nas tam otwarte niedawno Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów. Historię mordu na rodzinie Józefa i Wiktorii Ulmów (mieli siedmioro dzieci – najmłodszego jeszcze nienarodzone) oraz ośmiorgu ukrywanych przez nich Żydów (wśród nich również były kobiety i dziecko) znaliśmy już wcześniej, ale dotarcie do miejsca gdzie to się stało i poznanie szerszego kontekstu tych wydarzeń naprawdę nami wstrząsnęło. Wystawa przedstawia wszystkie zbrodnicze aspekty polityki okupacyjnych władz niemieckich i tłumaczy jak mogło dochodzić do takich sytuacji, co jest szczególnie ważne dla odwiedzających z zagranicy. Nie skupia się na szczęście tylko na zbrodni i zbrodniarzach, ale także bardzo mocno akcentuje piękną postawę Polaków, bohaterskich sąsiadów, dających schronienie prześladowanym. O tym, że wielu nie było stać na taką odwagę, też jest wspomniane…

Z Markowej, bardzo zamyśleni, ruszyliśmy w dalszą drogę. Nasz pierwotny plan zakładał przyjazd do Przeworska i zatrzymanie się tam na noc. Po ponad 40 km jazdy z pięknymi widokami (od samego niemal rana), dotarliśmy w końcu na miejsce. Nim przystąpiliśmy do zwiedzania licznych tutaj zabytków, postanowiliśmy zakosztować nieco kuchni regionalnej. Napiszemy w skrócie: Zajazd Pastewnik – polecamy! 😉 Posileni różnymi specjałami, udaliśmy się na dalsze zwiedzanie. Zespół Pałacowo-Parkowy założony przez Lubomirskich, Sanktuarium Grobu Bożego przy dawnym klasztorze Bożogrobców, Rynek i fragmenty murów obronnych miasta (Przeworsk obchodzi 625 urodziny!) oraz Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia przy klasztorze oo. Bernardynów sprawiły, że warto było tu przyjechać!

W przypływie energii, widząc że pogoda do wieczora zapowiada się raczej dobrze (ani śladu nadciągających burz), postanowiliśmy wykorzystać jeszcze godzinkę lub dwie na jazdę i złapać jeszcze lepszy przyczółek na jutrzejsze atrakcje… w Jarosławiu! Gdy dojechaliśmy na miejsce licznik zatrzymał się tuż przed 70-ką. 😉 O zwiedzaniu już mowy być nie mogło, ale jutro zaczynamy od samego rana. A z Jarosławia dokąd? Na południe, na pozycje wyjściowe do szturmu na twierdzę! 🙂

 

 

Total distance: 71.08 km
Total time: 09:12:41