Slogan reklamowy województwa, który posłużył za dzisiejszy tytuł, bardzo dobrze oddaje nasze dzisiejsze odczucia z trasy. Lubelskie przywitało nas przede wszystkim wyśmienitą pogodą do jazdy – wszystko inne było już tylko dodatkiem do bardzo udanego dnia!
Dla odmiany… trochę deszczu!
To, że pogoda potrafi być kapryśna, w teorii wie każdy. Na rowerach można się o tym jednak przekonać na własnej skórze dość gwałtownie. Wczorajsza „patelnia” dziś zmieniła się w chłód i deszcz… Trochę nas zmoczyło! Mimo to pogoda nie była najważniejszą „odmianą” dnia, przekroczyliśmy bowiem Bug i wylądowaliśmy w… województwie mazowieckim.
Ze słońcem i wiatrem w twarz…
Dzień zapowiadał się bezchmurnie. Toteż od rana towarzyszył nam krem z wysokim filtrem. Po spotkaniu z leśną zwierzyną w Białowieży wyruszyliśmy do Hajnówki, by zwiedzić okazały sobór czyli prawosławny odpowiednik katedry.
W krainie żubra
Kolejny dzień naszej wyprawy upłynął pod znakiem puszczy. Rzec by można – „kolejnej” puszczy. Nie tym razem! Puszcza Białowieska nie bez powodu jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO…
Szlakiem prawosławnych cerkwi
O! Jak przyjemnie było dziś wsiąść z powrotem na rower po dniu odpoczynku w Białymstoku. Siodełko nadzwyczaj wygodne a nogi tak jakby same pedałowały…
Ale ulewa nas ominęła!
Bez wątpienia najważniejszym punktem na naszej dzisiejszej trasie był jeden z MOR-ów (Miejsce Obsługi Rowerzystów), które są rozmieszczone przy Green Velo co kilkanaście kilometrów. Wiata, ławeczki, kosze na śmieci, stojaki na rowery – niby nic, a uratowało nam dziś skórę przed niezłą kąpielą!
Carski Trakt – ŁOŚstrożnie, ale na wysokim biegu!
To był naprawdę piękny dzień! Chociaż jazda rowerem zaczęła się dziś od kapcia, to przy bardzo słonecznej pogodzie pokonaliśmy niezwykle malowniczy odcinek trasy, jadąc dobrym tempem i przejeżdżając jak dotąd najwiekszą liczbę kilometrów w ciagu jednego dnia rajdu. A Tykocin do którego dotarliśmy na nocleg okazał się prawdziwą wisienką na torcie!
Czytaj dalej Carski Trakt – ŁOŚstrożnie, ale na wysokim biegu!
Goniąc Goniądz w gorąc…
„Kto podróżuje, ten dwa razy żyje” – taki cytat widniał na jednym z napotkanych dziś dżipów w Biebrzańskim Parku Narodowym. Hans Christian Andersen miał rację… Coś w tym jest – pomyśleliśmy zgodnie, pedałując piąty dzień z kolei.
Czarna Hańcza i Kanał Augustowski… na rowerze!
Dzisiejszym motywem przewodnim była woda. Tym razem nie musieliśmy już pić jej tak dużo, bo dzień był chłodniejszy niż ostatnie, ale za to do południa towarzyszył nam drobny deszczyk. Z turystycznego punktu widzenia najważniejsze było jednak to, że trzymaliśmy się popularnych szlaków wodnych, więc tytuł tego wpisu jest naprawdę sensacyjny! 😉
Z parku do miasta i… znów do parku
Dzisiejsza trasa dostarczyła nam wielu różnorodnych wrażeń, ale miała jeden wspólny mianownik – dzień rozpoczęliśmy w parku (krajobrazowym) i zakończyliśmy też w parku (tym razem narodowym). Po drodze pokręciliśmy się także po stolicy regionu, więc nie zabrakło zwiedzania miasta. Wszystkiego po trochu, a co ważne i niezwykle przyjemne, głównie z górki!