Wyruszyliśmy z miasta założonego przez Krzyżaków nad Wisłą, aby wylądować w ulokowanym przez Kazimierza Wielkiego nad Brdą największym obecnie ośrodku regionu. Warto było wylać litry potu, w ten duszny i parny dzień, dla popołudniowej nagrody w postaci malowniczych pejzaży Wenecji… Bydgoskiej!
Autor: Michał
W piernikowym raju…
Po takim tytule chyba nikt nie ma wątpliwości, że dotarliśmy właśnie do Torunia i że zatrzymamy się tu na dłużej – nie tylko ze względu na korzenne słodkości! To było jednak dopiero ukoronowanie dnia, na które wcześniej ciężko pracowaliśmy w pocie i znoju na rowerowym szlaku, dziś sponsorowanym przez kolor zielony.
Na lody z generałem Sikorskim
Kolejny dzień upału i znów wiele zabytków sakralnych na trasie. Nudy! Po co w ogóle pisać, skoro można przeczytać wczorajszy wpis i będzie podobnie? Co to, to nie! Dzień dniowi nie równy i choć scenariusz jakby znany, a scenografia nieco opatrzona, ostatnie lipcowe przedstawienie na tegorocznej trasie wyszło nam zgoła odmienne od wczorajszego.
Dzień święty święcić… po romańsku!
Nasze dzisiejsze rowerowe zmagania ubiegły pod dwoma znakami – romańskiej architektury sakralnej i niemiłosiernie palącego słońca. Pierwszym nie sposób się znudzić, choćby przyszło takie zabytki zwiedzać codziennie (a jest to możliwe chyba tylko w tym rejonie Polski), drugim zaś nasycić, gdyż tegoroczne lato do tej pory nas nie rozpieszczało. Dzień pod dwoma tak komplementarnymi znakami (chłód kamiennych świątyń wobec gorąca pod bezchmurnym niebem) musiał być zatem udany!
Dzień, na który czeka się cały rok
Jest! Nareszcie! Tak dlugo czekaliśmy, ale w końcu nadszedł ten szczególny dzień – początek urlopu i naszej kolejnej rowerowej wędrówki! W zeszłym roku tak bardzo spodobało nam się pisanie dziennika wyprawy szlakiem Green Velo, że zamierzamy kontynuować tę, miejmy nadzieję, odtąd zapoczątkowaną tradycję. A gdzie w tym roku rowery poniosą?
Green Velo 2016 – podsumowanie
Wróciliśmy już do domu, odpoczęliśmy trochę, więc możemy na spokojnie spojrzeć wstecz i podsumować w kilku słowach nasz rajd. Jednym zdaniem: zrealizowaliśmy nasz plan dwa dni szybciej niż zakładaliśmy!
Wisienka na torcie
Dziś będzie krótko, bo i odcinek pokonaliśmy krótki. Mimo to, był on naprawdę dla nas ważny – przysłowiowa wisienka na torcie – dotarliśmy wszak do celu naszego rajdu, po drodze zwiedzając jeszcze jedną z jego największych atrakcji. Warto było jechać ponad dwa tygodnie dla kilku dzisiejszych chwil…
Jeżdżenie po bagnach… wciąga!
Były już asfalty, piaski, szutry, a nawet podmokłe nadbiebrzańskie łąki. Opony naszych rowerów pokonywały przeróżne rodzaje podłoża. Dziś jednak chyba po raz pierwszy jeździliśmy po bagnie… a nawet po wodzie rzec śmiało można! Niemożliwe? Takie rzeczy tylko w Poleskim Parku Narodowym!
Do zobaczenia Green Velo!
Dziś pożegnaliśmy się zapewne na dłuższy czas z Rowerowym Szlakiem Wschodnim Green Velo – to była piękna przygoda, dziękujemy! Ale to nie czas na podsumowania… rajd się nie kończy i jeszcze kilka ciekawych miejsc przed nami! Ruszamy na zachód, do Lublina. 🙂
Lubelskie. Smakuj życie!
Slogan reklamowy województwa, który posłużył za dzisiejszy tytuł, bardzo dobrze oddaje nasze dzisiejsze odczucia z trasy. Lubelskie przywitało nas przede wszystkim wyśmienitą pogodą do jazdy – wszystko inne było już tylko dodatkiem do bardzo udanego dnia!